Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

grudnia 16, 2018

"Obdzieracz nie obdziera tylko z tatuaży. Zdejmuje także maski" - czyli recenzja "Jak dym"

"Obdzieracz nie obdziera tylko z tatuaży. Zdejmuje także maski" - czyli recenzja "Jak dym"



Zdaję sobie sprawę, że robię spory eksperyment, ale po obejrzeniu tego serialu wręcz czułam przymus żeby się z wami tym podzielić. Chodzi o serial „Smoking” przetłumaczony na polski jako „Jak dym” (i tak nie najgorzej)

Czemu to eksperyment? Cóż serial jest produkcji japońskiej. Wiem,  że w Polsce jest spora grupa fanów japońskiej kultury z czego większość ogląda anime, a spora część dramy japońskie, ale do tej pory nie recenzowałam japońskich produkcji, ponieważ blog nie jest skierowany do tego typu czytelnika. Dlaczego więc się jednak zdecydowałam? Serial "Smoking" ma wiele unikatowych cech, które odróżniają go od innych japońskich dram i to po prostu dobra produkcja, która może zainteresować fanów mrocznych kryminałów.

Zacznijmy od początku. „Smoking” to grupa hitmanów, którzy na dowód eliminacji celu przynoszą swoim zleceniodawcom ściągnięte wraz ze skórą tatuaże swoich ofiar. Serial miał dla mnie pewną nutę „Dextera” , bo nasi płatni zabójcy też mają swoje zasady. Ich ofiary nie są przeciętnymi ludźmi, tylko przestępcami którzy zdenerwowali swoich przełożonych. Czasami też nasi bohaterowie przyjmują zlecenia od innych gangów w celu eliminacji konkurencji – a przynajmniej tak wydaje się na początku. „Smoking” ma też zasadę – nie ginie nikt oprócz celu.

Zacznijmy od tego co złe. Napisałam wcześniej, że serial zainteresuje nawet tych którzy za kulturą japońską nie przepadają. Muszę jednak ostrzec, że pewne elementy są wręcz wyjęte z anime. Każdy z bohaterów ma swoją historię i w miarę rozwoju fabuły dowiadujemy się o nich coraz więcej. Mamy standardową parę kolegów którzy bez przerwy się ze sobą biją, ale oczywiście skoczyli by za sobą w ogień. Jest też parę luk jeśli chodzi o logikę w rzeczywistości przedstawionej – w jednym odcinku „smoking” ściga przestępcę który zrobił sobie operację plastyczną, tatuaż na plecach ma potwierdzić jego tożsamość. Hmmm, tak bo jak ktoś ma tyle kasy żeby przerobić sobie twarz to na pewno nie zadba o usunięcie tatuażu…. Jedną z największych wad serialu jest brak ciekawej i wyrazistej kobiecej postaci. Jeżeli pojawia się już jakaś to aby tworzyć tło, lub aby uwidocznić zmagania mężczyzn.

Co z kolei mnie w serialu urzekło. To naprawdę dobrze zrobione produkcja. Doskonała muzyka i świetne ujęcia. Mamy zarówno mroczne sceny w zadymionych pomieszczeniach jak i jasne ujęcia w miejskich parkach. Postać głównego bohatera - wujka Sabe jest doskonale zagrana. Właśnie... gra aktorska, poza chlubnymi wyjątkami, ten kto próbował oglądać japońskie produkcje zapewne zauważył, że japońscy aktorzy grają jak drewno. Wielokrotnie się zastanawiałam czy to tylko ja tak myślę, ale nawet zażarci fani szeroko pojętej kultury japońskiej, nieraz zgadzali się ze mną jeśli o grę aktorską chodzi. Jednak do sedna – tutaj każdy z aktorów wczuł się w swoją rolę doskonale. Każda frustracja, złość czy radość jest autentyczna. Efekty specjalne może nie są aż tak imponujące jak w przeciętnej amerykańskiej produkcji jednak nie można im nic zarzucić. Jak najlepiej oddać klimat serialu – przychodzi mi na myśl fragment w którym sceny obdzierania ze skóry jednego z bossów mafijnych przeplatane są tutorialem oglądanym przez najmłodszego z członków grupy – tutorialem jak dobrze oskórować rybę.

Jak w wielu współczesnych produkcjach trudno powiedzieć co jest moralne a co nie moralne. Przestępcy zdają się być czasami lepsi od policji, ale są też momenty w których nie można zgodzić się z metodami głównych bohaterów. Myślę, że na gruncie japońskim taka ambiwalencja może być nawet bardziej naturalna niż w szeroko pojętej kulturze zachodu.

Podsumowując jeżeli jesteś fanem mrocznych kryminałów i chcesz obejrzeć coś innego niż amerykańskie produkcje i/lub znudziły ci się piękne, ale rozwleczone produkcje typu „Broadchurch” myślę, że „Smoking” cię nie zawiedzie.





kawoszka24

grudnia 03, 2018

"Niebezpieczeństwo Willu Robinson" - czyli o tych którzy się zgubili

"Niebezpieczeństwo Willu Robinson" - czyli o tych którzy się zgubili



Już jakiś czas temu nosiłam się z chęcią zrecenzowania kolejnego serialu dostępnego na Netflixsie. „Zagubieni w kosmosie”. Każdy pewnie słyszał ten tytuł, jest to re-make serialu emitowanego na antenie w latach sześćdziesiątych. W 1998 roku powstał też film o tym samym tytule. Niestety nie mogłam się dokopać do oryginału, więc będę recenzować ten serial jako zupełnie osoby twór.

Trochę o fabule

Nie robiąc zbyt dużych spoilerów fabula  przedstawia się następująco – statek kosmiczny (The Resolute) wiezie wybranych członków społeczeństwa ludzkiego do alfa Centauri a dokładnie na jedyną ludzką kolonię, poza układem słonecznym. Niestety statek na którym podróżują napotyka na problem i cześć pasażerów zostaje ewakuowana na najbliższą planetę – tu poznajemy naszych głównych bohaterów rodzinę Robinsonów. Po niezbyt udanym lądowaniu muszą oni stawić czoła zupełnie nieznanym zagrożeniom nowej, obcej planety. Tyle jeśli o rys fabularny.



Produkcja familijna

Netflix tak jak i inne platformy wypuszczają coraz więcej tak zwanych „produkcji dla całej rodziny". Obawiałam się więc, że dostanę coś przesadnie „ugrzecznionego". Na szczęście tak się tak nie stało. Nie będzie tam fontann krwi, wszechobecnego seksu (który tak uwielbiają twórcy współczesnych seriali) a jeżeli chodzi o język to i przekleństw za bardzo tam nie usłyszycie. Nie znaczy to jednak, że serial nie trzyma w napięciu. Wręcz przeciwnie,brak opisanych przeze mnie aspektów sprawia, że twórcy musieli postawić na coś innego – cały czas mamy atmosferę niepewności, w tym serialu zagrożenie czai się wszędzie a pozornie łatwe czynności mogą pójść absolutnie źle.

Bohaterowie

Myślę, że za „familijność” serialu odpowiedzialni są bohaterowie. Mamy w końcu do czynienia z rodziną, wiec dostaniemy pewien przekrój wiekowy. Zacznijmy od najmłodszych.  Will Robinson jedenastoletni  chłopiec, który najprawdopodobniej jest jakiegoś rodzaju geniuszem skoro często podsuwa rodzicom rozwiązania z pogranicza chemii i fizyki na które nawet jego matka, pani doktor by nie wpadła. Przez pierwsze kilka odcinków strasznie denerwował, ale w miarę jak rozwijała się akcja serialu, to nawet ja się do niego przekonałam. Prawdopodobnie dlatego, że jedenaście lat skończyłam już dawno temu i sama nie mam dzieci, to niestety jego postać jawi mi się jako najmniej ciekawa, ale na pewno widziałam znacznie gorsze postacie dziecięce.


Judy Robinson, po raz kolejny mam ten sam zarzut co do młodego Robinsona. Panna lat ledwie osiemnaście, zdobyła już tytuł doktora medycyny. Ja rozumiem, że fabula serialu właśnie tak została pomyślana i do podróży na nowa planetę selekcjonuje się najlepszych przedstawicieli gatunku ludzkiego, ale to dalej nie zmienia faktu, że niektóre postacie irytującą bardziej niż inne. Nie mniej jednak kiedy Judy wchodziła w interakcje z innymi (zwłaszcza siostrą i ojcem) pokazywała nieco bardziej ludzkie oblicze.

Penny Robinson. Osobiście poza panem od kurczaka (poboczna postać) moja ulubiona postać w całym serialu – piętnastolatka która zachowuje się jak piętnastolatka. Dogryza, ironizuje zajada się oreo, a przy tym wcale nie jest mniej zaradna i pomysłowa od reszty rodziny. Chyba aktorka naprawdę dobrze się czuła w swojej roli bo stworzyła bardzo autentyczna kreacje. 

Maureen Robinson. Kobieta sukcesu, matka trójki dzieci tytuł naukowy z inżynierii i nieprzeciętna inteligencja. Pomimo, że czasami miało się wrażenie, że jej postępowanie jest niespójne, to w miarę rozwoju akcji wiele z jej działań znajdowało solidne wytłumaczenie w doświadczeniach. Twórcy skupili się na pokazaniu problemów i wyzwań które stoją przed współczesnymi matkami – kariera, dom, mąż którego nigdy nie ma, dzieci zapatrzone w ojca, często niedoceniające jej wkładu. W pewnym sensie była to jedna z samotniejszych postaci w tym serialu.

John Robinson. Inteligentny, (przystojny) oczytany wojskowy. Nidy nie dowiemy się co dokładnie robił, ale nie był zwykłym szeregowym. Prawdopodobnie też zarabiał ogromne pieniądze. Wszystko to niestety przepłacał brakiem czasu dla rodziny, którą bardzo kochał. Jak wielu współczesnych ojców i matek chcąc zapewnić swoim dzieciom jak najlepszą przyszłość rzucił się w wir pracy, przez co finalnie oddalił się od rodziny. Należy wspomnieć, że podobnie do swojej ekranowej małżonki, John nie jest prostą postacią, a jego motywacje i lęki nie są oczywiste od samego początku.



Do tego trzeba dodać kilkanaście naprawdę świetnych postaci pobocznych oraz główny czarny charakter (inteligentna, ale emocjonalnie niestabilna kobieta) i naprawdę dostajemy serial w którym wielu niezależnie od wieku i stanu cywilnego znajdzie coś dla siebie. Nawet ja, prawie już trzydziestolatka bez dzieci, znalazłam postacie z którymi łatwo było mi się identyfikować. Pamiętajmy o fabule która zanosi nas na krańce kosmosu a jednocześnie pokazuje, że od ziemskich problemów uciec nie można. Suma sumarum jesteśmy tylko ludźmi. Ponadto pytania o to do czego człowiek jest w stanie się posunąć dla przetrwania, co oznacza inteligencja, czym jest człowieczeństwo i czy wolno nam decydować o tym kogo ocalimy a kogo nie? Każdy z tych elementów  (nie zapominajmy o dobrych efektach specjalnych, pięknych zdjęciach i klimatycznej muzyce) sprawia, że dostajemy naprawdę dobry serial po który warto sięgnąć.



kawoszka24

sierpnia 31, 2018

Jestem starszy niż stan Kolorado, wszystkie są dla mnie za młode” - czyli o serialu Wynnona Earp

Jestem starszy niż stan Kolorado, wszystkie są dla mnie za młode” - czyli o serialu Wynnona Earp





Dla porządku serial jest produkcji amerykańsko-kanadyjskiej i jest na podstawie komiksu o tym samym tytule, został  wyprodukowany przez SEVEN24 Films oraz IDW Entertainment, a emitowany jest od 2016 przez telewizję SyFy - To tyle jeżeli chodzi o formalności.

Kowboje dziki zachód i strzelaniny a na samym końcu samotny rewolwerowiec odjeżdżający w stronę zachodzącego słońca… czego tu nie kochać?
Przepraszam, za ten sentymentalny wstęp, ale zdziwił mnie polski artykuł w Wikipedii określający ten serial jako „western”. Z westernu to ma chyba tylko strzelaniny i to nie zawsze przy pomocy rewolweru.

To, że serial nie ma wiele wspólnego z westernem nie znaczy, że nie masy innych ciekawych rzeczy jak… przeklęte przedmioty, demony, potępione dusze, czarna i brudna magia. Sex, narkotyki (w pewnym sensie, ale nie chcę robić spoilerów), zazdrość i zdrada. Dużo lejącego się alkoholu i stara dobra bijatyka też nie są złe. Warto nadmienić, że póki co serial nie ma wad Supernaturals, jak na razie wychodzą odcinki trzeciego sezonu i jeszcze ani jedna postać nie zmartwychwstała dwa razy (choć robi się trochę dziwnie).

Serial zaczyna się od powrotu głównej bohaterki Wynonny do rodzinnego miasteczka – o jakże nic nie sugerującej nazwie – Purgatory (czyściec). Od razu czuć, że prześladuje ją jakaś mroczna przeszłość, nikt za bardzo nie cieszy się z jej powrotu, a znajoma rodziny daje jej gotówkę „na drogę”, przecież nic dobrego z jej powrotu nie może wyniknąć. Może jedyną postacią która jest podekscytowana jej powrotem, to jej siostra Waverly. Oczywiście już w pierwszym odcinku zaczynają się dziać nadprzyrodzone rzeczy i standardowo nie wiadomo komu można ufać… policji? A do tego kręci się wszędzie jakiś tajemniczy koleś, z agencji rządowej… przyjaciel czy wróg?

No dobra jak na razie streściłam pierwsze minuty pilotowego odcinka. Zastanówmy się więc co sprawia, że serial dobrze się ogląda.

Fabuła jest dość prosta i niezbyt nowatorska, główna bohaterka poluje na demony przy użyciu specjalnego pistoletu. Jednak jest kilka różnic w stosunku do seriali podobnego typu – to nie procedural, główna bohaterka nie jeździ po stanach w poszukiwaniu mocnych wrażeń, właściwe cała akcja dzieje się we wspominanym miasteczku i w obrębie tzw. Ghost River Triangle, przeklętego kawałka ziemi z którego „revenanci” nie mogą się wydostać. Właśnie docieramy do najważniejszego czym też są „revenanci” (tak nawiasem funkcjonują jak normalni ludzie wszyscy ich widzą, ale nieliczni wiedzą z kim maja do czynienia) – to ludzie których zabił Wyatt Earp pra-pra dziadek Wynony. Więc mamy wątek wrogów stworzonych przez bohaterów. To kim są i jak powstali jest dodatkową zagadką którą pragnie rozwikłać Wynnona. Jak na razie nie doczekałam się pełnej odpowiedzi. Podsumowując nie jest to może wielce nowatorskie, ale na pewno dobrze pomyślane, serial wciąga od pierwszych minut.

Zanim o postaciach serialowych - mała dygresja Wyatt Earp to postać historyczna dobrze więc zajrzeć do Wikipedii i sprawdzić kim był ten jegomość. Nie jest to konieczne do zrozumienia fabuły, ale na pewno dodaje smaku całej historii.


Główna bohaterka, uwielbia motocykle, pić ogromne ilości alkoholu, całkiem nieźle strzela i nie patyczkuje się jeśli chodzi o sprawy damsko-męskie. Z drugiej strony nie jest to zrobione specjalnie nachalnie, a ponieważ nie zawsze jej wszystko wychodzi i często musi polegać na pomocy innych da się ją lubić. I to pomimo tego klisze z „wybraną”. Całkowitym przeciwieństwem jest jej młodsza siostra Waverly – sprytna, urocza (może nieco zbyt urocza) nastolatka. Muszę przyznać, że na początku nieco irytowała mnie ta postać, ale szybko ją polubiłam. Jest coś w grze obu aktorek co sprawia że relacje między siostrami wydają się autentyczne. Jest też Xavier zwany Dollem, wspomniany agent rządowy, nie do końca rozpoznawalnej agencji… drogie Panie jest na co popatrzeć, ale do meritum. Pomimo aury „tajnego agencja” okazuje się być całkiem fajnym i miłym gościem. Zupełnie inną postacią jest Doc Holliday, na pewno ma swój cel we wszystkim co robi i przynajmniej na początku nie wiadomo po której jest stronie. Był dobrym przyjacielem Wyatta (bo to jest magia w stylu amerykańskim, więc 200 lat nie stanowi problemu, facet dalej wygląda nieźle), ale podobno go zdradził. Jak? Dlaczego? I kto kogo zdradził? Nie będę robić spoilerów.


Na koniec o samej oprawie. Muzyka doskonale dobrana, bardzo dobra czołówka. Zdjęcia krajobrazów może nie zapierają tchu, ale pozwalają wczuć się w klimat małego miasteczka u podnóża gór skalistych.

Wynona Earp to dobry serial, może nie do końca lekki i przyjemny, bo momentami rozgraniczenie kto ma moralną racje jest bardzo trudne. Nie jednokrotnie zresztą będziemy współczuć „tym złym” i poddawać w wątpliwość metody i działania „tych dobrych”. Jednak nie jest to rozwleczony, przydługi serial w stylu produkcji Netflixa (przepraszam musiałam to napisać, bo drażni mnie, że psute są fabuły z potencjałem). Serial jest dobrze wyważony – mamy trochę mroku i zła, ale jest też humor.
Wszystkich fanów demonów, diabłów, sił nadprzyrodzonych oraz motocykli i rewolwerów serdecznie zapraszam do oglądania.



kawoszka24

lipca 30, 2018

Seriale dookoła świata - Hiszpania

Seriale dookoła świata - Hiszpania




Ten wpis powstał pod wpływem mojego pobytu w Hiszpanii i zauroczenia tym krajem. Jako, że sezon wakacyjny trwa w najlepsze, postaram się przybliżyć ten piękny kraj poprzez hiszpańskie seriale. Seriale opisywałam w kolejności chronologicznej odnośnie trwania fabuły.



Czerwony Orzeł czyli  superbohater w siedemnastowiecznym Madrycie



Czerwony Orzeł to produkcja przez którą tak naprawdę wciągnęłam się w seriale hiszpańskie i dała mi motywację choć krótką niestety , słomiany zapał to moje drugie imię do uczenia się tego pięknego języka). Akcja dzieje się w XVI wiecznym Madrycie za czasów panowania króla Filipa IV, głównym bohaterem jest Gonzalo de Montalvo (uwielbiam jak Hiszpanie wymawiają to imię w orginale z tym sycząco-sepleniąco "s" )z pozoru zwykły, dobroduszny nauczyciel ale będący jednocześnie Czerwonym Orłem - bohaterem pomagającym  ludziom w potrzebie, zarówno biednym jak i bogatym. Gonzalo został Czerwony Orłem aby odnaleźć i pomścić zabójców swojej żony, w tym zadaniu pomaga mu nieodłączny towarzysz odpowiedzialny za 90% sytuacji komicznych w tym serialu czyli Satur. Jednym z głównych przeciwników Czerwonego Orła jest Komisarz, który za cel oczywiście postanowił odszukać i zdemaskować naszego protagonistę. Komisarz ubiera się zawsze na czarno, nigdy się nie uśmiecha, nie ma problemów z torturowaniem ludzi, nie rozdaje też chleba ubogim;) Główne postacie kobiece to Margarita, siostra zmarłej żony Gonzala i jednocześnie jego ex a także Markiza de Santiliana, ukochana Komisarza, która choć obecnie jest szlachcianką to wywodzi się z ludu. Obie panie mają dość ciekaw role do zagrania. Oprócz wspaniałych kostiumów i scenografii na uwagę zasługują sceny walk których w tej produkcji nie brakuje.



Gran Hotel - Co się stało z Cristiną Olmedo?



Pierwszy sezon Gran Hotelu obejrzałam jednym tchem, niestety drugi nie był już tak porywający. To połączenie, dramatu, kryminału, thrillera i oczywiście wątków miłosnych. Akcja zaczyna się w 1905 roku gdy,  młody, przystojny ;) Hulio Olmeda (Yon Gonzales, warto zapamiętać grał jeszcze w Telefonistkach główną rolę ) przybywa do Gran Hotelu aby zatrudnić się do pracy jako kelner. Jednak tak naprawdę ma inny cel, chce wyjaśnić zagadkę zniknięcia swojej siostry, która od dłuższego czasu nie daje znaku życia. Z każdym kolejnym dniem poznaje mroczne oblicze hotelu ;) (czyli to co lubimy najbardziej)  a także pracowników i właścicieli hotelu a szczególnie jedną z właścicielek - Alicie Alarcon :). Warto obejrzeć dla kostiumów, czasem naprawdę niesamowitych zwrotów akcji, pięknych widoków i aktorstwa dość odmiennego od amerykańskiego. 



Telefonistki - Dziewczyny od kabla



Jedyna netflixowa propozycja w moim zestawieniu, opowiada o Lidii (Blanca Suárez), Margo (Nadia de Santiago), Carlotcie (Ana Fernández) i Ángeles (Maggie Civantos),czterech kobietach pracujących w madryckiej centrali telefonicznej w latach  dwudziestych  XX wieku. Każda z nich jest jest inna i każda pracuje z zupełnie innego powodu, jednak dla wszystkich praca jest  Carlota pochodzi z bogatej rodziny o wpływowych koneksjach, Marga jest  nieśmiałą, trochę naiwną dziewczyną z małej miejscowości a Angeles żoną i matką. Serial jest wielowątkowy, postacie są dobrze zarysowane ale na plan pierwszy, wybija się Lidia. Losy tej postaci, były dla mnie najciekawsze, ponieważ było to połączenie tego co lubię najbardziej, tajemnicy, sensacji  i  elementów zaczerpniętych z seriali kryminalnych. I podobna sytuacja jak przy Gran Hotelu pierwszy sezon super, drugiego niestety nie dałam rady obejrzeć.




El Barco czyli Apokalipsa po hiszpańsku



W El Barco możemy w pełni dostrzec  różnice różnice między hiszpańskimi a amerykańskimi serialami ponieważ jak większość produkcji z Półwyspu Iberyjskiego łączy w sobie elementy romansu, sci-fi, dramatu, thrillera, kryminału, komedii są tu nawet elementy postapo. Stając się przez to kompletną mieszanką gatunków,  przez co każdy w tym serialu znajdzie coś dla siebie.  Wszystko zaczyna się od momentu gdy grupa niczego nieświadomych niczego uczniów stawia stopy na pokładzie statku  Gwiazdy Polarnej.  Mają się tu uczyć żeglarstwa pod okiem doświadczonych instruktorów. Niestety parę godzin później okaże się, że uruchomienie akceleratora cząsteczek w Genewie doprowadzi do katastrofy w wyniku której większa część  Ziemi zostanie zalana a załoga Gwiazdy zostanie prawdopodobnie jedynymi ocalałymi  ludźmi.  Oczywiście w czasie szukania lądu, oprócz  klasycznych post apokaliptycznych sytuacji problemów związanych z przeżyciem  (choć pamiętajcie to jest serial w dodatku hiszpański, nie spodziewajcie się  realiów  rodem z serii Katastrofa w przestworzach ;) takich jak  ataki zmutowanych stworzeń, czy nagłe zmiany temperatur załoga będzie musiała radzić sobie też z problemami wewnątrz statku. Wiadomo więc, że tajemnice będą się piętrzyć podobnie zresztą jak wątki romansowe.



A wy jakie hiszpańskie seriale polecacie?


Magda Has

lutego 17, 2018

Lekkie,łatwe i przyjemne - 5 seriali gdy nie ma co oglądać

Lekkie,łatwe i przyjemne - 5 seriali gdy nie ma co oglądać

Lekkie, łatwe i przyjemne - 5 seriali gdy nie ma co oglądać


Dziś druga część mojego postu o lekkich serialach idealnych do oglądania w czasie wolnym.  W tej części prezentuje produkcje, które trwają co najmniej czterdzieści minut. Każda z nich jest na swój sposób inna i prezentuje odmienny gatunek, od seriali superbohaterskich do tych z gatunku paranormalnych.

 
Bibliotekarze - połączenie Doctora Who i Indiany Jonesa

Bibliotekarze to kontynuacja filmowej serii “Bibliotekarz” i utrzymani są w podobnym w klimacie. Jednak aby oglądać serial nie jest potrzebna znajomość wcześniejszych filmów. Fabuła opowiada o grupie ludzie - tytułowych bibliotekarzach, których zadaniem jest odnajdywanie i jednocześnie chronienie magicznych artefaktów i świata przed złymi ludźmi -skojarzenie z Indianą Jones i Doctorem Who jak najbardziej na miejscu. Liderem zespołu jest oczywiście Flynn Carsen,będący również głównym bohaterem w filmach, który jednocześnie powołuje do życia zespół bibliotekarzy. Wśród tej dziwacznej gromady jest historyk potrafiący walczyć, matematyczka,złodziej o wielkim ego i była agentka służb specjalnych. Serial jest świetną odskocznią na ponure, zimowe dni lub dołujące, poważne produkcje, trzeba jedynie zaakceptować lekko absurdalny świat rzeczywisty(nierzeczywisty?) i wiążacę się z nim poczucie humoru. 
 


Zemsta czyli Hrabia Monte Christo w żeńskiej wersji
Zastanawialiście się czasem jak wyglądałaby wersja Hrabiego Monte Christo w żeńskim wydaniu dziejący się w czasach współczesnych w modnym amerykańskim kurorcie? Ten serial wam na to odpowie. Produkcja opowiada o Emily, młodej,bogatej kobiecie wracającej w rodzinne strony, która postanawia się zemścić na rodzinie Graysonów - najbogatszych i najbardziej wpływowych ludziach w miasteczku. Kobieta ma silną motywację, przez Graysonów jej ojciec został niesłusznie skazany a ona sama wysłana do domu dziecka. Najmocniejszą stroną serialu jest misternie tkana fabula a także główna bohaterka grana idealnie aktorkę. Emily choć udaje przed Graysonami uśmiechniętą I dobroduszną, niemalże z sąsiedztwa  dziewczynę, jest w rzeczywistości zimna i wyrachowaną socjopatką a pomimo tego i tak jej kibicujemy.






Flash -ratowanie świata z humorem
Flash to serial na podstawie komiksów DC i część tzw. Arrowerse. Głównym bohaterem jest Barry Allen pracujący jako śledczy w policji. Barry interesuje się nauką a także dziwnymi i trudnymi do wytłumaczenia zdarzeniami ponieważ uważa, że dzięki temu odkryje prawdę o okoliczności śmierci swojej matki. Podczas wybuchu akcelatora cząstek, Barry zostaje zostaje rażony piorunem i zapada w śpiączkę. Po dziewięciu miesiącach budzi się i okazuje się, że zyskał nową umiejętność - niesamowitą szybkość. Tą moc wykorzystuje do walki z przestępczością w swoim mieście. Mocną stroną są bohaterowie, Barry Allen, to postać którą można polubić od razu, wprowadza mnóstwo energii, mnie kupił wiecznym spóźnianiem, pomimo super szybkości :) z kolei Cisco inżynier, jest obdarzony dużym poczuciem humoru, i wymyśla zawsze ksywki przestępcom. Jednak największą zaletą jest główny złoł ale tu nie będę spojlerować ;)


Shadowhunters czyli ludzie, anioły i demony
Gdy znudziły wam się wampiry,wilkołaki i wróżki - czas na nefilimy zwanych Nocnymi Łowcami, ludzi z domieszką krwi aniołów, obdarzonych nadnaturalną siłą, którą mogą dodatkowo podrasować specjalnymi tatuażami. Nocni Łowcy zajmują się wyłapaniem demonów przedostających się do naszego świata i zachowaniem równowagi. Główną bohaterką w serialu jest Clary Fray, która w swoje osiemnaste urodziny dowiaduje się, że jest tytułowym Łowcą, od tego dnia jej życie zmienia się dość drastycznie,(jej matka zostaje porwana)dołącza do grupy Nocnych Łowców i uczy się jak być jednym z nich. Mocną stroną produkcji jest klimatyczna ścieżka dźwiękowa a także ciekawie wykreowany świat. Serial jest na podstawie cyklu książek Casandry Clare „Dary Anioła” jednak dość mocno różni się od oryginału.



The Royals czyli walka o władzę, blichtr i sukienki
The Royals to serial który trzeba oglądać z przymrużeniem oka ;) , opowiada o brytyjskiej, fikcyjnej rodzinie królewskiej jednak jest wyprodukowany przez amerykańską telewizję. I jest to istotna informacja - ponieważ, rodzina królewska przedstawiana jest tam w taki sposób w jaki wyobrażają ją sobie (bądź chcieliby ją widzieć) Amerykanie. Możemy oglądać bogate przyjęcia na których alkohol i inne używki są powszechnie używane, (szczególnie przez księżniczkę Eleanor), próby przejęcia władzy, szantaże, manipuacje(Królowa Helena i Książe Cyrus) i oczywiście dramaty miłosne (zakazana miłość itd :).


Magda Has

września 08, 2017

Seriale kryminalne z fabułą w przeszłości część 1

Seriale kryminalne z fabułą w przeszłości część 1
Ostatnio piszę tylko serialach SF lub tych z superbohaterami, czas wypowiedzieć się nieco o kryminałach. Przedstawiam wam więc krótką listę seriali kryminalnych dziejących się niekoniecznie współcześnie.

Cadfael 

Przetłumaczony też na język polski jako „kroniki braciszka Cadfaela” nie jest typowym serialem. Przynajmniej nietypowym dla Amerykanów, każdy odcinek to osoba historia i trwa około godziny do półtorej godziny. Więc mamy tu zupełnie inne tempo opowieści. Cały serial zwłaszcza dla młodszego pokolenie może być nieco siermiężny, powstawał we wczesnych latach 90tych. Oczywiście jest produkcji brytyjskiej na podstawie powieści kryminalnych  Edith Pargeter. Głównym bohaterem jest stary mnich z zakonu benedyktynów, były rycerz w wyprawach krzyżowych, który dalej ma dociekliwość młodziaka. Za każdym razem kiedy w  Shrewsbury, mieście w angielskim hrabstwie Shropshire coś się dzieje, nasz dzielny mnich wpakowuje tam swój nos. A nudno nie będzie, rzecz dzieję się bowiem w XII wieku, okresie niepokoi, kiedy to Anglia podzielona była na zwolenników francuskiej cesarzowej Matyldy i Stefana z Blois, siostrzeńca poprzedniego króla Anglików. Nie mamy tu jednak do czynienia z epicką opowieścią polityczną, tylko z serialem skupiającym się na problemach chłopów, mnichów i szlachciców sporego jak na tamte czasy miasta. Tutaj poglądy Cadfaela mogą nam się wydawać nieco… jakby to powiedzieć zbyt łagodne, wręcz nowoczesne. Spaliście przed ślubem? W kościele?! Spoko… hajtnijcie się i po problemie. Z drugiej strony czy kiedykolwiek będziemy w stanie odgadnąć jaka była moralności XII-wiecznego mnicha, o którym należy pamiętać, że do zakonu wstąpił już będąc dojrzałym mężczyzną z doświadczeniem wypraw krzyżowych na swoich barkach. Mamy więc serial trudniejszy w odbiorze niż dzisiejsze CSI Miami, zagadki nie są rozwiązywane od razu, zabiera to czas i nasz mnich wielokrotnie dalej się zmylić fałszywym tropom, kilka razy nie chce wręcz uwierzyć w to kto jest sprawcą. Cała produkcja ma swój klimat i jest wyjątkowa z kilku powodów – przenosi nas do odległych średniowiecznych czasów, o których znaczna część Brytyjczyków chyba zapomniała (przecież jak serial kostiumowy to najpóźniej w wiktoriańskiej Anglii?), pokazuje nam postacie bardziej złożone i o skomplikowanej motywacji jak sam wspomniany braciszek, ale też wielu „zbrodniarzy”. Do tego choć zbrodnie napędzane są tymi samymi emocjami co dzisiaj, to nie wpadlibyśmy na to z jakich powszednich, życiowych problemów mogły wynikać w XII wieku, w Anglii. Mnie się osobiście serial bardzo podobał, ale nie jest to zupełnie lekka, niezobowiązująca rozrywka. Dla wielu akcja może rozwijać się zbyt wolno (czytaj niektórzy mogą się znudzić). Słabą stroną są też poboczni bohaterowie, jeżeli nie komuś nie przypadnie do gustu zakonnik, to właściwie nie ma żadnej innej ciekawej pobocznej postaci która mogłaby zatrzymać widza. Wszystko to sprawia, że serial wpada w kategorię „niedzielna rozrywka dla starszych widzów”. Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na ten serial, chociażby ze względu na nietypowe dla historii kryminalnej tło historyczne.




Murdoch Mysteries

Serial jest produkcji kanadyjskiej na podstawie cyklu powieście Maureen Jennings. Szczerze się przyznam serial ma już dziesięć sezonów, ja jestem na ósmym a zaczęłam serial oglądać dobre parę lat temu. Z tego względu niewiele pamiętam z pierwszych odcinków. Tak jak w większości seriali około czwartego sezonu zaczyna robić się dziwnie. Wymuszone wątki, nietypowe w złym stylu zwroty akcji, kontakty między współpracownikami zaczynają robić się poplątane. Jednak nie zrobiło się aż tak dziwnie, żebym oglądanie serialu zupełnie zarzuciła. A to chyba ze  względu na pocieszne sztampowe postacie – główny bohater, detektyw William Murdoch został wychowany przez siostry zakonne, więc surowe katolickie wychowanie sprawia, że ma jasny kodeks moralny, kobiety traktuje jak damy, przestępców karać trzeba. Do tego posiada analityczny umysł i wykorzystuje rodzące się metody kryminalistyczne. Daleko mu jednak do Sherloka Holmsa, jest zabawny i niezdarny w kontaktach międzyludzkich, zwłaszcza z płcią przeciwną. Jego „minion” – posterunkowy Crabtree jest chyba stworzony po aby był ktoś bardziej społecznie nieprzystosowany. Pani patolog później, psychiatra Julia Ogden to zdeterminowana kobieta bez kompleksów i czasem z niemal rozbrajającą prostotą zbija argumenty mizoginów. Nie wspomnę już o inspektorze Brackenreid, który starym tradycyjnym sposobem biłby wszystkich po…. twarzach. Niemal każda postać która się pojawi w długim dziesięciosezonowym serialu ma pazur. To chyba zresztą jedyny serial któremu małżeństwo dwojga głównych bohaterów nie zaszkodziło za bardzo. Prawdopodobnie dlatego, że wielkie rozterki i sztuczne napięcie między nimi nie było tym co przyciągało widza przed ekran. Na temat poprawności historycznej milczę, tak jak to bywa w produkcjach z tym budżetem pewnie babole się wkradły, ale mnie kilka wątków skłoniło do „zgooglowania” historii Toronto. Murdoch Mysteries nie jest ciężkim ani poważnym serialem. To standardowy procedural którego ogląda się lekko i przyjemnie.



Ripper Street

Po co robić serial o fikcyjnym detektywie w wiktoriańskiej Anglii skoro można zrobić serial z wątkiem opartym na najbardziej znanej serii zabójstw w Londynie?  Mowa tu oczywiście o Kubie Rozpruwaczu, pierwszym, nowożytnym, udokumentowanym seryjnym mordercy, a akcja serialu zaczyna się pół roku po jego  zniknięciu z ulic. Jednak strach dalej nie opuścił mieszkańców Whitechapel i kiedy znowu na ulicy zaczynają pojawiać się ciała kobiet, wszyscy obawiają się powrotu Rozpruwacza. Serial jest utrzymany w mrocznym klimacie. Postacie nie są czarno-białe. Policja często używa przemocy i nikt nie uważa tego za niewłaściwe, w końcu jak inaczej mają złapać przestępcę? Łatwo sobie wyobrazić, że tak właśnie działała policja w tamtych czasach. Główny bohater, detektyw Edmund Reid często korzysta z pomocy amerykańskiego imigranta, lekarza i byłego agenta Pinkertonów. Jak ten jest trzeźwy. Mamy też burdelmamę, która jest bardziej bezwzględna niż większość mężczyzn. Jedną z ciekawszych postaci jest były żołnierz Bennet Drake, na początku przedstawia się nam go jako kogoś pracującego raczej pięściami niż metodami detektywistycznymi. Serial ma, podobnie jak wiele brytyjskich produkcji, wolniejsze tempo niż beztroskie amerykańskie procedurale, jednak zamiast nudzić, moim zdaniem buduje klimat, niemal wierzymy, że chodzimy po ulicach dziewiętnastowiecznego Londynu. Wszystko oczywiście jest brudne, szare i złe. Takie seriale ostatnio lepiej się sprzedają. Serial zakończył się po piątym sezonie i zebrał umiarkowane recenzje.





Agatha Christie's Marple (2004-2013) 

Teraz czas na klasyczny kryminał. Agathy Christie i jej twórczości przedstawiać nikomu nie trzeba. Obok Herculesa Poirot jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci stworzonych przez pisarkę jest Miss Marple, której to przygody brytyjskie ITV postanowiło ostatnio „odkurzyć”. Najpierw główną postać grała  Geraldine McEwan (od pierwszego do trzeciego sezonu) zaś później po śmierci poprzedniej aktorki w rolę wcieliła się Julia McKenzie. Zmiana odtwórczyni głównej to zawsze wyzwanie dla twórców serialu i ja nie mogłam się do nowej aktorki przyzwyczaić, moim zdaniem Geraldine znaczenie lepiej oddała główną postać, nadała jej nieco spokojniejszego rysu. Cały serial zrobiony jest z typową dla Anglików manierą – akcja rozwija się wolno, ale przynajmniej moim zdaniem, zamiast nudzić wprowadza nas w świat. Można zarzucić twórcą, że dodali nieco mroczniejszego tonu opowieściom, choć w porównaniu do większości dzisiejszych produkcji jest to zrobione z wyczuciem. Mamy tu też humor, fajtłapowate postacie (albo takie które chcą za fajtłapowate uchodzić) i bohaterów zdeterminowanych i złych. Nie zawsze jednak wszystko jest moralnie jasne. Obok wielkich zbrodni mamy małostkowe ludzkie zachowania. Zdrada, niewierność, zemsta, chciwość lub nawet zwykła ludzka krótkowzroczność są powodem morderstw czy kradzieży. Ten konkretny serial nie jest najlepszą  ekranizacja przygód Panny Marple przynajmniej według ulubieńców książkowych przygód – a to dlatego, że nie zawsze wiernie odtwarza dzieła Christie. Mnie to jednak przy oglądaniu aż tak nie przeszkadzało, ale chyba wszystko jest kwestią gustu. Fani brytyjskiego małego ekranu z pewnością będą zadowoleni.



września 03, 2017

"Żeby była jasność, użyliśmy właśnie słowa zmartwychwstanie trzy razy" - czyli co może zdziałać czwórka superbohaterów, recenzja The Defenders

"Żeby była jasność, użyliśmy właśnie słowa zmartwychwstanie trzy razy" - czyli co może zdziałać czwórka superbohaterów, recenzja The Defenders
Po sporej wakacyjnej przerwie powracam do blogowania. Za ociąganie się przepraszam, za cierpliwość dziękuję. Aha… UWAGA SPOILERY!!!




Miałam napisać recenzję chwilę po tym jak wypuszczono The Defenders, miałam siedzieć całą noc oglądając serial i z samego rana napisać posta... Ale wiecie co? Nie było po co.
Najpierw szybko wytłumaczę dlaczego się nie śpieszyłam… pierwsze podejście skończyłam na drugim odcinku.

Z jednej strony nie było tak źle. W końcu każdy serial musi się jakoś zacząć. Tylko, że moim zdaniem początek był zbyt… „przeciągnięty”. Nie tyle nudny, co po prostu za długi. Ktoś może powiedzieć, no dobrze, ale nie każdy musi być fanem Netflixa, nie każdy musiał oglądać poprzednie produkcje.  Zgadzam się z tym absolutnie. Problem polega na tym, że cały serial ma osiem odcinków! Osiem! A twórcy przez dwa pierwsze odcinki nie pozwolili nawet spotkać się wszystkim bohaterom.

Jeśli o wprowadzenia chodzi… 
Myślę, że z mojej perspektywy najlepiej wprowadzono Luke’a Cage’a, a to dlatego, że choć nie obejrzałam serialu o tym bohaterze, już pierwszy odcinek wystarczająco nakreślił postać. Ktoś może się kłócić, że przecież obejrzałam Jessicę Jones, a więc już wcześniej poznałam tego pana… może. Jednak to czego się dowiedziałam z wprowadzenia, jest ważne. Był w więzieniu za coś czego nie zrobił, Harlem jest jego domem i będzie bronił go na wszystkie możliwe sposoby. W końcu nawet pani policjant podsuwa mu co może jeszcze dla dzielnicy zrobić. Kogoś stracił podczas „wojny” z bandziorami gnębiącymi jego rewir. Jak mi idzie? Zaznaczam nie oglądałam Luke’a Cage’a. Przede wszystkim jeszcze raz pokazano nam jakim typem człowieka jest Luke, a to ważniejsze niż poznanie jego historii. Myślę, że wprowadzenie Jessici Jones też nie było złe (ale tu już jestem stronnicza). Co, o zgrozo, mnie zdziwiło? Daredevil! Nie mam pojęcie czy polubiłaby tą postać gdybym zaczęła od The Defenders. Przez pierwsze dwa odcinki denerwował mnie jak diabli (taki suchar;)). I nie mówię, że aktor grał źle, wręcz przeciwnie – ten jest stworzony do roli – to skrypt który mu napisano mnie wkurzył. Jeśli zaś chodzi o Danny’ego (The Iron Fist)… cóż zirytował mnie już w pierwszych sekundach pierwszego odcinka, ale z drugiej strony uczynili tę postać tak „nielubialną” w oryginalnym serialu, że nie spodziewałam się niczego innego.

Spotkania. Właśnie o spotkania powinno chodzić w tym serialu. W końcu czworo superbohaterów łączy siły, żeby walczyć o Nowy Jork. I muszę powiedzieć, że popełniłam błąd kończąc na drugim odcinku, bo to właśnie około trzeciego robi się ciekawie.

Najmocniejszą stroną serialu są niewątpliwie kontakty między bohaterami. To nie tylko się kleiło, w to się wierzyło. Każda interakcja pozwalała nam dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterze. Wcześniej każdy z nich miał własny powód żeby bawić się w „nocnego mściciela” lub „obrońcę uciśnionych”, z tego powodu poznawaliśmy ich zupełnie inaczej niż w The  Defenders. Serio, nawet Iron Fist kiedy rozmawia lub walczy z Luke’iem jest „lubialny”, tak jakby spotkanie z nim sprawiło, że staje się lepszą osobą (już na pewno mniej drażniącą postacią. Dowiadujemy się nawet, że o zgrozo! MA POCZUCIE HUMORU!!!). Spotkanie Jessici i Matta Murdocka też zrobiono idealnie. Bo gdzie prawnik miałby poznać krnąbrną prywatną detektyw jeśli nie podczas przesłuchania? Sposoby działania bohaterów i ich motywy były realistyczne, przekonujące. Całości nie brakowało też szczypty humoru.

A teraz to co było złe…

Antagoniści. Przez cały serial tak do końca nie pojęłam po co ci „źli” robili to co robili. Chcieli nieśmiertelności? Twórcy wyraźnie dają do zrozumienia, że jakaś „boska ambrozja” czy też „kamień filozoficzny” im się skończył. Tylko, że nic więcej o nich nie wiemy. Tajna organizacja, niemal nieśmiertelni członkowie. Wszystko takie złeeeee! Nowy Jork się trzęsie w swoich fundamentach, ale tak naprawdę nie wiemy dlaczego właściwie „Ręka” chce zniszczyć to miasto? Przez chwilę, na samym końcu serii, miałam nadzieję, że chodzi o powrót do domu. To coś z czym chyba każdy z nas mógłby się identyfikować. Kto nie chce wrócić do domu? Tylko co to jest ten dom? Kun Lun? A nie najechali go wcześniej i nie zabili wszystkich mieszkańców (tak nie obejrzałam też The Iron Fist do końca… hmmm …. ciekawe dlaczego?)

Sigourney Weaver jako najczarniejszy charakter i twórcy dalej to zepsuli? Serio? Co z nimi nie tak, że nawet przy takiej obsadzie potrafią zrujnować wszystko koncertowo?
Kontakt Elektry i Aleksandry mógłby być świetny, a był przeciętny. Mniej więcej w połowie serialu Elektra przypomina sobie kim była, pozostali członkowie „Ręki” stają się wobec niej nieufni. Już miałam nadzieję na co prawda szablonowy wątek – główna szefowa znana też jako Aleksandra spartaczyła „voodoo” przemianę Elektry w idealną broń celowo. Może ta przypomniała jej córkę, albo jakieś inne historie tego typu. To byłby szablon, ale przynajmniej coś ciekawszego niż zasztyletowanie Aleksandry przez naszą zmartwychwstałą, dwa odcinki przed końcem serii. A o co, do cholery, Elektrze chodziło? Tego się nigdy nie dowiemy. Jedyną złą postacią którą się w pewnym sensie lubi jest Madam Gao, ale to prawdopodobnie tylko dlatego, że nikogo lepszego nie było. Poza tym jak dla mnie za dużo, źle zrobionych, „mistycznych bzdur” o „Chi”, „sile”, „większym dobru” i „życiu samym w sobie”. Jasno pokazuje to pojęcie Amerykanów o duchowości dalekiego wschodu… a właściwe o jakiejkolwiek duchowości. Cały ten pseudo-metafizyczny wątek jakoś do mnie nie przemawia.

Czy serial był zły? To zależy do czego go porównujemy:
Jeżeli do Daredevile’a, to tak. Jak do Jessici Jones to właściwie tylko lekko gorszy, poziom „nieklejania” się wątków podobny. Wszystko jest lepsze niż The Iron Fist. Do Luka Cage porównywać nie mogę.
Moim zdaniem dostaliśmy kolejnego średniaka. Może nie totalną katastrofę, ale lekko zmarnowany potencjał. Twórcy postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko, po trzymających w napięciu zwiastunach doprawionych dobrą muzyką, dostajemy przeciętny serial. The Defenders to kolejny przykład ofiary własnego „hajpu” – czyli mówiąc po polsku Netflix nie sprostał oczekiwaniom.

Wiecie co jest w tych produkcjach Netflixa najgorsze? Są nierówne. Nierówne w ramach jednego serialu, zawsze jest coś za co można je lubić, i coś co nasz irytuje. Zaczynam podejrzewać, że twórcy robią to specjalnie. Nie wiem, czy sięgnę po następną ich produkcję.

kawoszka24

sierpnia 14, 2017

Seriale zbyt szybko zakończone

Seriale zbyt szybko zakończone
Jak często zdarza się wam wściekać, kiedy wasz ulubiony serial zostaje po prostu bezceremonialnie skasowany? Żadnych wyjaśnień! Mogli by chociaż ostatni odcinek uczynić ciekawszym! Oto lista kilku seriali których szybsze zakończenie wrzuciło mnie w otchłań serialowego syndromu odstawienia.

Wiem, wiem lista jest krótka i niepełna, więc proszę czujcie się zaproszeni do wrzucania tytułów w komentarzach – może trafią na następną listę.


The Borgias


Ha! Myśleliście, że będą tylko jedno sezonowe co? Trzeba przyznać, że przez trzy pełne sezony twórcy serialu przenieśli nas do renesansowych Włoch. Jeremy Irons jako zepsuty papież Aleksander VI, Holliday Grainger jako Lukrecja i zapewne ulubieniec kobiecych fanek serialu François Arnaud jako Cezare. Na temat historycznej dokładności nie będę się za bardzo wypowiadać, historii rodu Borgiów nie znam za dobrze, ale plotka głosi, że chyba na byciu poprawnym historycznie twórcom nie zależało. Jednak to nie znaczy, że wszystko było tylko mafijną historią przebraną w ciuszki renesansowej epoki – cały świat przedstawiony był misterny i dograny – ubrania które noszą kobiety Borgiów są zrobione z materiałów zgodnych z realiami epoki, a do tego twórcy operowali barwami, tak aby zgrać je z intencjami bohaterek. Co jeszcze było w tym serialu dobre? Widać było napięcie i chemię między postaciami, w porównaniu do wciąż trwającej Gry o Tron gdzie każdy uprawia seks z każdym do tego stopnia, że zamiast scen erotycznych dostajemy sceny, za przeproszeniem, rąbania drewna, tu mamy prawdziwe napięcie. Dlaczego więc wszystko tak nagle skończyło się po trzecim sezonie? Odpowiedź: brak pieniędzy, ale nieco inny niż w przypadku pozostałych seriali na tej liście. Wszystkie te fantazyjne stroje, renesansowe krajobrazy, rekonstrukcje wnętrz okazały się tak drogie, że nawet wierne grono fanów nie mogło tego opłacić. Serial zabił jego rozmach i dbałość o szczegóły.


Almost Human

Pewnie niewielu z was słyszało o tym serialu... no cóż może dlatego że skończył się szybciej niż się zaczął. Trwał tylko jeden sezon. Fabuła nie jest super oryginalna: Przyszłość każdy policjant ma do pomocy “super hiper androida” i tu pojawia się nasz protagonista który przynajmniej raz w tygodniu musi mieć dostarczanego nowego robo-partnera. Jednego użył go jako tarczy przed postrzałem, drugiego po prostu wyrzucił z jadącego radiowozu. Wszystko zmienia się gdy przydzielają mu androida który został zaprojektowany tak aby przypominać ludzi – ma wgrane różnego rodzaju behawioralne wzorce i umie się uczyć. Tak już to gdzieś widzieliśmy, więc siadając do tego nie spodziewałam się niczego oryginalnego. Jednak zostałam mile zaskoczona po pierwszym i drugim nieco dziwnym odcinku okazuje się, że zarówno nasz ludzki policjant jak i jego elektroniczny partner mają poczucie humoru. Do tego pościgi, wybuchy, strzelaniny, czyli wszystko przy czym można się odstresować po ośmiu godzinach pracy. Mamy też nieco poważniejszy wątek – co to znaczy być naprawdę człowiekiem, kiedy ludzie dbają o swój interes, a kiedy już bawią się w Boga. Jednak ten poważny wątek nie dał się odczuć jako wymuszony i jak już wspomniałam jest dobrze zrównoważony przez humor. Nie jest to może genialny serial, ale z pewnością jest to dobry serial SF na długie wieczory, niewymagający takiego poziomu nerdostwa jak Star Trek. Szkoda więc było patrzeć jak przyzwoita produkcja została brutalnie przerwana, zwłaszcza, że niewiele jest seriali o tematyce androidów.


Houdini and Doyle

I znowu serial kostiumowy. Tym razem Anglia przełomu epoki wiktoriańskiej i edwardiańskiej... cóż po sukcesie The Ripper Street i ciągle powracającym Sherlocku (czy to w Angielskiej czy Amerykańskiej produkcji) nie można się dziwić, że twórcy znów postanowili przenieść nas w tę cudowną epokę. Tym razem, jak tytuł wskazuje, bohaterami są postacie historyczne „wynalazca” Sherlocka – Sir Arthur Conan Doyle i najsławniejszy iluzjonista Harry Houdini. Cóż powiedzmy, że historia została tu potraktowana bardzo lekko – akcja serialu rozgrywa się w Londynie, a wiemy że większą część życia Houdini spędził w USA, (no dobra wiem, wiem cztery lata podróżował po Europie), jest też kilka innych niezgodności, jak na przykład kobieta policjant (Ok, może jest pokazane, że jej nie lubią i traktują jak sekretarkę, ale należy pamiętać, że w ten sposób traktowano kobiety w latach 50, 60 i 70, a nie na początku XX wieku). Jednak kilka rzeczy się zgadza – Harry Houdini jako demaskator spirytystów naraził się swojemu przyjacielowi Sir Arturowi Conan Doylowi, który z kolei często szukał duchowego wsparcia u mediów i wróżbitów. Fabuła serialu została dobrze zapleciona wokół wspomnianego konfliktu. Do tego nastrój grozy – bo duchy, reinkarnacja i przepowiednie będą się przeplatać z wątkami kryminalnymi w których to... nie zgadniecie. Konsultantami policji będą właśnie magik i pisarz (YEY ORYGINALNE!!!)! Jednak serial był ciekawy – z humorem i lubiło się główne postacie. Dlaczego likwidować fajny, lekki serial w który można się wkręcić? Ależ się wkurzyłam...

Firefly

No tak o tym serialu to już wszyscy wiedzą, że powinien być dłuższy, youtuberzy zawsze zamieszczają go na tego typu listach, a fani piszą smętne komentarze. Miałam nie mówić o tym serialu, ale cóż... obejrzałam go. I wiecie co? Faktycznie szkoda. Minus serialu to według mnie początek, ja potrzebowałam trochę więcej niż jeden odcinek żeby się wciągnąć w fabułę. I tak oglądając myślę sobie – o Boże! Kolejny serial o załodze statku kosmicznego – mamy twardego kapitana, kobietę lekkich obyczajów, niezbyt mądrego rambo, kaznodzieje itd. Jak oglądałam serial to myślałam sobie, takich jest wiele, ale jak skończyłam go oglądać to wiecie co? Nie znalazłam alternatywy, bo co? Andromeda? Z absolutnie 100% kiczem i żałośnie sztywnym Kevinem Sorbo? Stargate, który również jest w całości tandetny (z tymże tutaj twórcy przynajmniej nie próbują udawać, że jest inaczej). Z alternatyw i tak najlepszą okazała się Ucieka w Kosmos (Farscape), jednak i ta wypadła bardzo blado. Firefly był dobrze zmontowany, aktorzy nie byli drewniani, muzyka i nawiązania do dzikiego zachodu – wszystko to tworzyło wyjątkowy i niezapomniany klimat. Nie będę może płakać nad tym serialem, lepsze produkcje były kończone po jednym sezonie, ale poproszę jeszcze raz... bardzo mocno... o jakąś sensowną produkcję SF o przygodach w kosmosie bo Star-Treka nie można oglądać w nieskończoność. Aha i piosenka przewodnia, Szanowny Sonny Rhodes, chcę więcej takich kawałków!

Constantine 


Tak kasacja tego serialu naprawdę mnie zdenerwowała. Mocno. Dlaczego DC Legend of Tomorrow ze znaczenie słabszą fabuła ma dwa sezony, a Constantine tylko jeden?! I skasowali go właśnie wtedy kiedy zaczęło się robić ciekawie. Wiem fani komiksu naskoczą na mnie, że serialowy bohater nie ma nic wspólnego z pierwowzorem. Przyznaje się bez bicia – nie czytałam komiksu. Wiem, to karygodne, ale niestety. Będę więc mówić tylko o serialu bez odniesień do komiksowego uniwersum. Bohater był mroczny, ale nie zachowywał się jakby miał kij w dupie (jak często ma to miejsce w Arrow), był nieomylny... no chyba że się akurat pomylił. Rozumiecie o co chodzi? Serial był lekko mroczny, a główny bohater daleki od moralnie nieskalanego ideału. Lubiło się go za to. Z jego arogancje, ekscentryzm i brudne zagrywki. Jednocześnie serial nie był “przegięty” w stronę ciężkich smutnych wątków. Ja wiem, wiem, dlaczego został ucięty po jednym sezonie, mała oglądalność – piątek wieczór to nie moment gdzie większość młodych siedzi przed telewizorem oglądając serial. SERIO? SERIO? Nie można było emisji przerzucić na środę? TO BYŁ DOBRY SERIAL!!! Chcę Constantina!

Wiem, że na tej liście powinno się znaleźć jeszcze kilka produkcji, ale nigdy nie da się zamieścić wszystkiego.





sierpnia 06, 2017

Lekkie, łatwe i przyjemne / 5 Seriali do oglądania latem

Lekkie, łatwe i przyjemne / 5 Seriali do oglądania latem


Lato co prawda się kończy ale ponieważ jestem na serialowym głodzie i sama szukam czegoś lekkiego,przyjemnie relaksującego w te meczące upały podzielę się z wami tym co sama obejrzałam. Zaczynam od seriali, które jest idealnie zassać gdy ma się mało czasu albo jest się zmęczonym, ponieważ trwają  około dwadzieścia - trzydzieści minut.

Galavant

Galavant był moim ukochanym numerem jeden, spełniał absolutnie  wszystkie warunki guilty pleasure.  Galavant to rycerz pragnący zemsty na królu, który porwał jego ukochaną. Od razu mówię to może być pozycja nie dla wszystkich, bo jest to jednocześnie komedia, musical, fantasy  i dzieje się w czasach przypominających średniowieczne. Brzmi dziwnie wiem ale ogląda i słucha się wybornie. Piosenki są  idealnym komentarzem do fabuły a bohaterowie idealnie parodiują schematy - moim ulubionym jest zły król Ryszard bojący się swojej żony.



Brooklyn 9-9

Kolejny z krótkich seriali, jeden sezon można obejrzeć w praktycznie w popołudnie.  To serial komediowy z gatunku procedurali opowiadający o grupie detektywów pracujących na nowojorskim posterunku.  Bohaterowie mają bardzo luźne podejście do pracy i obowiązków, zależy im też aby tak zostało. Jednak wszystko się zmienia gdy na posterunku pojawia się nowy dowódca - Ray Holt, dbający o dyscyplinę i zasady. To właśnie relacje między nim a resztą załogi powodują zabawne sytuację.  



The Wrecked

Coś dla fanów Lost, choć to bardziej  produkcja będący raczej pastiszem seriali katastroficznych. Fabuła opowiada o grupie ocalałych z katastrofy samolotu i ich późniejszą walkę o przeżycie na egzotycznej wyspie. To co odróżnia ten serial to absurdalny momentami humor wynikający  z nieprzystowania   współczesnych ludzi  do życia bez technologi na bezludnej wyspie.  Poza tym problemy aklimatyzacyjne  bohaterów były dla mnie bliższe rzeczywistości ( niezapomniana scena  z komórką, albo wyborem filmu ;))Oprócz humoru, moją uwagę przykuła egzotyczna sceneria.




The Good Place

The Good Place zaczyna się nietypowo - od śmierci głównej bohaterki , Eleanor Shellstrop  i jej trafieniu do tytułowego Dobrego Miejsca, sportretowanego jako luksusowe osiedle,  w którym mieszkają nieliczni wybrani.  Ci wybrani trafili tam ponieważ, udało im się zebrać za życia wystarczającą liczbę punków za spełnianie dobrych uczynków. Istnieje też oczywiście Złe Miejsce o którym mówi się niewiele.  Jednak okazuje się , że Eleanor trafiła do Dobrego Miejsca przez przypadek dlatego, musi ukrywać swoją tajemnicę. Jedyną osobą która zna prawdę jest Chidi - profesor etyki, bratnia dusza Eleanor, który ma jej pomóc stać się dobrą osobą. Dzięki temu każdy odcinek poświęcony jest jednemu z zagadnień filozoficznych co czyni serial jeszcze ciekawszym, w odbiorze pomaga również kolorowa stylistyka.



Superstore

Fabuła opowiada o pracownikach supermarketu, wśród których są zarówno weterani jak i nowi przyjęci. Szczerze powiem, że bardzo sceptycznie podchodziłam do tego serialu, ale mogę polecić go bez problemu, jest świeży, zabawny co najważniejsze lubię bohaterów (Dina i Garett to moi ulubieńcy) a akcja dzieje się w miejscu rzadko odwiedzanym przez reżyserów. Serial pomimo komediowego wydźwięku porusza również aktualne problemy społeczne w Stanach Zjednoczonych.



A wy znacie jakieś podobne seriale które warto by obejrzeć ?



Magda Has






Copyright © Trybun popkulturowy , Blogger