Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anglojęzyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anglojęzyczne. Pokaż wszystkie posty

stycznia 03, 2021

Dystopia w królewskich sukienkach czyli Selekcja Kiery Cass

Dystopia w królewskich sukienkach czyli Selekcja Kiery Cass

 

America Singer jest jedną z trzydziestu pięciu wybranych które dostają możliwość ucieczki z biedy, kastowych podziałowych i przygnębiającej rzeczywistości a co najważniejsze szansę na zostanie żoną atrakcyjnego księcia Maxona. Układ tarota który najlepiej moim zdaniem oddaje klimat książki to Trójka Mieczy, Wieża oraz Słońce.



Trójka Mieczy oznacza najczęściej złamane serce, bolesne zakończenie związku ale także prawdopodobny miłosny trójkąt taki jaki to moim zdaniem najlepiej opisuje sytuacje pomiędzy głównymi bohaterami. America zakochana w Aspenia który łamie jej serce, godzi się na udział w Eliminacjach i podejmuje miłosną rozgrywkę z księciem Maxonem. Niestety pojawienie się tej karty w rozkładzie oznacza , że ktoś będzie cierpiał a najczęściej wszyscy, cóż tak to bywa w miłosnych trójkątach...

Wieża czyli karta Wielkich Arkanów wiąże się z obaleniem starego systemu wartości, z rewolucyjną, nieuniknioną zmiana która ostatecznie wychodzi na dobre. Podobnie jak dla Amy rozstanie z Aspenem a następnie znalezienia się w pałacu było właśnie taką zmianą ale tą rewolucyjną siłę widać jeszcze wyraźniej w dążeniach ludzi do zniesienia systemu kastowego. Karta ta prowadzi w stronę nieprzewidywalnego i sygnalizuje nadejście czasów które wywracają wszystko do góry nogami. W Trylogii Kiery Cass takich momentów zarówno na poziomie emocjonalnym ,osobistym, ale również i politycznym było bardzo wiele. 

Co właśnie idealnie łączy się z ostatnią kartą dotyczącą przyszłości. Słońce przynosi radość, bezpieczne wyjście spod gruzów Wieży która zawaliła się na bohaterów wcześniej, szczęśliwy koniec na który tak bardzo wszyscy czekali.


Pierwszy tom czytałam nieznośnie długo, i odkładałam go co jakiś czas. Jednak jeżeli obawiacie się po nią sięgnąć w języku angielskim to rozwieje wasze obawy – cały cykl ma naprawdę prosty język z którym bez problemu można poradzić będąc na poziomie A2/B1. Książki czyta się naprawdę lekko jednak mam do niej zastrzeżenia dotyczące budowania świata, tak naprawdę mało się on nim dowiedziałam poza tym, że istnieje monarchia, bieda i system kastowy a najważniejsza nie jest rewolucja kryjąca się w krzakach ale jaką suknię założy Amy.

sierpnia 24, 2020

Królewna Śnieżka w wersji science fiction? Winter Merissy Meyer

Królewna Śnieżka w wersji science fiction? Winter Merissy Meyer

                                                           

 Kopciuszek jako android

Od dłuższego czasu jestem fanką Sagi Księżycowej M.Meyer. Cała saga składa się z czterech części  Cinder, Scarlet, Cress i Winter a także mniejszych nowel. Każda część jest w jakimś stopniu retelingiem znanej baśni. Cinder to Kopciuszek, Scarlett Czerwony Kapturek, Cress to Roszpunka a Winter Królewna Śnieżka ;). Jednak to co wyróżnia te retelingi od innych od innych to skrzyżowanie baśni z science fiction . Czegoś takiego naprawdę nie czytałam ! Pamiętam gdy po raz pierwszy zanurzałam się w świat Sagi Księżycowej nie mogłam wyjść z podziwu nad kunsztem Meyer. Kopciuszek jako android, cudo :) zgnębiona Ziemia przez złych Lunarów a w tle widmo wojny i nieznanej zarazy (brzmi znajomo ;)


                 Moje ulubione najpiękniejsze wydanie, niestety Egmont wydał tylko pierwszy tom




Roszpunka w satelicie

Jednak moją ulubioną częścią jest trzecia część. Cress jak na Roszpunkę przystało jest uwięziona .. w satelicie w połowie pomiędzy Ziemią i księżycem i jest hakerem ;) Cress sama w sobie jest cudowną postacią co jest zadziwiające, że pomimo swojej naiwności i życiu w izolacji jest jedną z najciekawszych bohaterek z jakimi miałam do czynienia. A jej relacja z Kapitanem Thornem to cud miód i orzeszki :), dlatego gdy ją skończyłam miałam okropny książkowy głód ( podobnie jak po Złym Królu ale o tym kiedy indziej;p) i chciałam jak najszybciej się dowiedzieć co dalej.


                                                   

Piękna i szalona Królewna Śnieżka

Niestety ostatnia część, Winter część nie została u nas wydana, dlatego przeczytałam ją po angielsku. Pierwsze co się rzuca się w oczy gdy bierze się ją do ręki to jak opasła jest to książka w dodatku napisana dość małą czcionką. Meyer przeładowała akcją ostatni tom! Cały czas któryś z głównych bohaterów był porwany, torturowany albo rozdzielony ze swoją drugą połówką, miałam wrażenie, że wymieniali się w nieszczęściach do tego stopnia, że te wszystkie rozstania i powroty, przestały mieć tak dramatyczne znaczenie. I oczywiście za mało było Cress i Thorna. Nie przypadł mi do gustu wątek Winter i Jacin, cały czas miałam wrażenie że księżniczka okaże się w ostateczności złolem(dla mnie była tak pisana i by było było super ;) a sam myśliwy/łowca/książę jak dla mnie był po prostu mdły w porównaniu do innych męskich bohaterów. Ale to tylko parę minusów, tak naprawdę to wspaniałe zwieńczenie doskonałej serii, którą naprawdę trzeba przeczytać ze względu na wspaniały świat, oryginalnych bohaterów i intrygującą fabułę.



Sagę Księżycową polecam wszystkim którzy szukają czegoś kompletnie nowego, to świetnie zbudowany świat z misternie uknutą rozbudowaną fabułą , konfliktem społecznym,i różnorodnymi bohaterami których można pokochać całym sercem :)


czerwca 28, 2017

Analiza społeczna z trupem w tle / "A Fatal Inversion" - Barbara Vine (Ruth Rendell)

Analiza społeczna z trupem w tle / "A Fatal Inversion" - Barbara Vine  (Ruth Rendell)



Będąc jeszcze polską imigrantką na niezbyt słonecznych wyspach, miałam mały dostęp do polskich książek (i nie mówię tu o e-bookach, ale o prawdziwych, papierowych książkach takich co to jak są nowe to pachną drukarnią, a starsze biblioteką i kurzem) więc sięgałam czasem po anglojęzyczne pozycje. Dlatego którejś pięknej podroży w przystacyjnej księgarni znalazłam książkę pani Barbary Vine a właściwie Ruth Rendell, która kryje się pod tym pseudonimem. Tytuł "A Fatal Inversion” brzmiał mi nieco tandentnie, ale w końcu nie każda książka musi być genialna. Skusiłam się, bo jestem zdecydowana fanką kryminałów, morderstw i psychopatów. Przyznam się szczerze, że oglądam wszytko od  amerykańskich procedurali przez tzw. "True Crime” aż po czytanie klasyków takich jak Agatha Christie i serii o Sherlocku Holmesie. Co mi wiec szkodziło.  Na początku język wydawał się trudny, ale po kilku mozolnych dniach wklepywania skomplikowanych słów lub wyszukiwania ich w słowniku przestawiłam się na język Pani Vine i to dosyć szybko. Nie chce tu naturalnie twierdzić, że każde słowo znam z tłumaczeniem, często się gubiłam albo musiałam cofać się o kilka stron. Zasadniczo więc polecam książkę ludziom na średnio zaawansowanym poziomie (nie martwcie się, że nie ogarniacie tak zwanych „perfektów", o wiele lepiej się je  czyta niż konstruuje, jeżeli rozumiecie, tryby warunkowe to możecie próbować) początkujący sobie raczej nie poradzi. Osobiście nie wierzę, że trzeba mieć dyplom z anglistyki, żeby docenić angielską literatura. Językowi pani Vine chciałabym się jednak przyjrzeć nieco dokładniej. Otóż, kiedy otworzy się jakąkolwiek angielska recenzję tej książki to od razu (oprócz wyrazów uwielbienia, od których aż mdli) pojawia się przyrównanie do Charlesa Dickensa i innych wiktoriańskich pisarzy. Tak tego samego od "Opowieści Wigilijnej". Jak to przeczytałam to pomyślałam, że jestem genialna skoro elegancki, wiktoriański język do mnie przemówił. Cóż Dickensa w oryginale nie czytałam, ale przygody Sherlocka Holmesa już tak i przynajmniej w mojej opinii porównanie obu języków i stylów jest mocno krzywdzące dla wiktoriańskich pisarzy

Przejdźmy jednak do wątku kryminalnego.UWAGA SPOILERY! Dla wszystkich kochających zagadki kryminalne, detektywów, którzy przenikliwym umysłem lub pięścią i desperacja rozwiązują zagadki to nie ta książka. Od razu wiemy, kto zabił, przedstawia się nam ich powoli i stopniowo. Dokładnie trzech panów, wiemy tez, że ofiarą była kobieta (a może i nie tylko), ale nie wiemy kto to dokładnie jest i jak to się stało. Motyw zbrodni ukazuje nam się powoli i mozolnie poprzez historię opowiadaną na trzy głosy. Chwilami było, nudnawo przyznam. Prawdziwą zagadką jest kto zginął i dlaczego dokładnie, jak głosi napis z tyłu książki nie zgadniemy a rozwiązanie jest prawdziwym zaskoczeniem. Cóż muszę się przyznać że dla mnie nie było, bo mogę wskazać kartkę na, której mordercy wymieniają imię i nazwisko denatki oraz wspominaj że żyje w jakiejś wiosce. Moim zdaniem Pani Vine albo kompletnie zapomniała o tej krótkiej wzmiance, albo stwierdziła że czytelnicy zapomną. Bez niej wszystko byłoby spójne. A tak się tylko wkurzyłam. Oczywiście pisarka wytłumaczyła to tak, że inna kobieta przyjęła tożsamość zamordowanej, a trup został pochowany tak, aby mógł być zidentyfikowany jako rzeczona złodziejka tożsamości. I wszystko pięknie, ale wydaję mi się,  że jeżeli dwójka zbrodniarzy, która jest świadoma podmiany tożsamości rozmawia o "Pani Malinowskiej, która, podszywa się pod Panią Kowalską to nie wspominają o tym, że “Kowalska wyjechała gdzieś na wieś, i nie ma z nią kontaktu” tylko Malinowska (podszywająca się pod Kowalską), zwłaszcza że zarys psychologiczny postaci jest bardzo sugestywny. Czy tylko ja mam takie dziwne wrażenie, że ujmowanie tego inaczej jest, po prostu błędem. Czemu tego nie przemilczała? Czemu? Możecie się ze mną nie zgodzić, może mam wyjątkowo ograniczony umysł i nie rozumiem wielkiego "twistu w fabule".; font-family: Arial, sans-serif;">Dość jednak tego wyzłośliwiania się nad stylem pani Vine, bo trzeba przyznać, że choć mocno zawiodła, mój żądny morderstw umysł to zaspokoiła inne potrzeby. Zanim wyjechałam do Anglii, uznałabym, że konstrukcja psychologiczna niektórych postaci jest nieco przerysowana ojciec, który nienawidzi syna za to, że ten odziedziczył posiadłość po dziadku, posiadłość, która miała być przecież jego,  szalona hipiska z torbą pełną ziół. A także kolejny dość mocny wątek. Społeczeństwo które, wręcz trochę nieświadomie odrzuca kogoś, kto wygląda inaczej bo mimika jest obca, bo jest według nich w nim coś, co nie warte jest zaufania. 

Podsumowując dla fanów klasyki w stylu Sherlocka Holmesa nie ma tu za wiele, również wielbiciele Wallandera mogą czuć się lekko zawiedzeni. Jednak ci, którym to zbrzydło lub ci zainteresowani czymś nieco głębiej osadzonym w społeczeństwie niż CSI Las Vegas, zapewne będą bardzo zadowoleni z zakupu. Choć czuć wyraźny jad sączący się tu i ówdzie, to właściwie książkę polecam – fajerwerków nie ma, ale czyta się ją dobrze. Może wkrótce zabiorę się za już przetłumaczoną na polski "Skazaną na pamięć lub "Pamiętniki Asty".

Magda Has
Copyright © Trybun popkulturowy , Blogger