Zdaję sobie sprawę, że robię spory eksperyment, ale po obejrzeniu tego serialu wręcz czułam przymus żeby się z wami tym podzielić. Chodzi o serial „Smoking” przetłumaczony na polski jako „Jak dym” (i tak nie najgorzej)
Czemu to eksperyment? Cóż serial jest produkcji japońskiej. Wiem, że w Polsce jest spora grupa fanów japońskiej kultury z czego większość ogląda anime, a spora część dramy japońskie, ale do tej pory nie recenzowałam japońskich produkcji, ponieważ blog nie jest skierowany do tego typu czytelnika. Dlaczego więc się jednak zdecydowałam? Serial "Smoking" ma wiele unikatowych cech, które odróżniają go od innych japońskich dram i to po prostu dobra produkcja, która może zainteresować fanów mrocznych kryminałów.
Zacznijmy
od początku. „Smoking” to grupa hitmanów, którzy na dowód
eliminacji celu przynoszą swoim zleceniodawcom ściągnięte wraz ze
skórą tatuaże swoich ofiar. Serial miał dla mnie pewną nutę
„Dextera” , bo nasi płatni zabójcy też mają swoje zasady. Ich
ofiary nie są przeciętnymi ludźmi, tylko przestępcami którzy
zdenerwowali swoich przełożonych. Czasami też nasi bohaterowie przyjmują zlecenia od innych gangów w celu eliminacji konkurencji
– a przynajmniej tak wydaje się na początku. „Smoking” ma też
zasadę – nie ginie nikt oprócz celu.
Zacznijmy
od tego co złe. Napisałam wcześniej, że serial zainteresuje nawet
tych którzy za kulturą japońską nie przepadają. Muszę jednak
ostrzec, że pewne elementy są wręcz wyjęte z anime. Każdy z
bohaterów ma swoją historię i w miarę rozwoju fabuły dowiadujemy
się o nich coraz więcej. Mamy standardową parę kolegów którzy
bez przerwy się ze sobą biją, ale oczywiście skoczyli by za sobą
w ogień. Jest też parę luk jeśli chodzi o logikę w
rzeczywistości przedstawionej – w jednym odcinku „smoking”
ściga przestępcę który zrobił sobie operację plastyczną, tatuaż na plecach ma potwierdzić jego tożsamość. Hmmm, tak bo jak
ktoś ma tyle kasy żeby przerobić sobie twarz to na pewno nie zadba
o usunięcie tatuażu…. Jedną z największych wad serialu jest
brak ciekawej i wyrazistej kobiecej postaci. Jeżeli pojawia się
już jakaś to aby tworzyć tło, lub aby uwidocznić zmagania
mężczyzn.
Co
z kolei mnie w serialu urzekło. To naprawdę dobrze zrobione
produkcja. Doskonała muzyka i świetne ujęcia. Mamy zarówno
mroczne sceny w zadymionych pomieszczeniach jak i jasne ujęcia w
miejskich parkach. Postać głównego bohatera - wujka Sabe jest
doskonale zagrana. Właśnie... gra aktorska, poza chlubnymi wyjątkami,
ten kto próbował oglądać japońskie produkcje zapewne zauważył, że japońscy aktorzy grają jak drewno. Wielokrotnie się
zastanawiałam czy to tylko ja tak myślę, ale nawet zażarci fani szeroko pojętej kultury japońskiej, nieraz zgadzali się ze mną jeśli o grę aktorską chodzi. Jednak do sedna – tutaj
każdy z aktorów wczuł się w swoją rolę doskonale. Każda
frustracja, złość czy radość jest autentyczna. Efekty specjalne
może nie są aż tak imponujące jak w przeciętnej amerykańskiej
produkcji jednak nie można im nic zarzucić. Jak najlepiej oddać klimat serialu – przychodzi mi na myśl fragment w którym sceny
obdzierania ze skóry jednego z bossów mafijnych przeplatane są
tutorialem oglądanym przez najmłodszego z członków grupy –
tutorialem jak dobrze oskórować rybę.
Jak w wielu współczesnych produkcjach trudno powiedzieć co jest moralne a co nie moralne. Przestępcy zdają się być czasami lepsi od policji, ale są też momenty w których nie można zgodzić się z metodami głównych bohaterów. Myślę, że na gruncie japońskim taka ambiwalencja może być nawet bardziej naturalna niż w szeroko pojętej kulturze zachodu.
Podsumowując jeżeli jesteś fanem mrocznych kryminałów i chcesz obejrzeć coś innego niż amerykańskie produkcje i/lub znudziły ci się piękne, ale rozwleczone produkcje typu „Broadchurch” myślę, że „Smoking” cię nie zawiedzie.
kawoszka24