Anioły i apokalipsa to moje dwa ulubione motywy,
które zawsze namiętnie czytam i poszukuję. Jednak muszę przyznać,
że rzadko są one dobrze opisane. W końcu trafiłam na serię
która idealnie zapełniła ta lukę. Susann EE w Angelfall zabiera
nas do upadłego, zniszczonego świata zdominowanego przez anioły,
gangi i grupy przestępcze. Za taki stan naszej planety odpowiadają
właśnie skrzydlate istoty, które z niewiadomych przyczyn
zdewastowały Ziemię. Pytania dlaczego? Jaki jest plan? Co będzie
dalej? Czyj to był rozkaz? Przewijają się one tak naprawdę przez
całą serię i towarzyszą bohaterom.
Właśnie ta mroczna, zimna konstrukcja świata
najbardziej przypadła mi do gustu, ponieważ była niezwykle
konsekwentnie realizowana przez wszystkie części. Momentami
czytając książkę miałam wrażenie że ten świat jest
odhumanizowany, dziki i bardzo brutalny i przejawia się to na wielu
płaszczyznach. Począwszy
od najważniejszej, podstawowej instytucji społecznej takiej jak
rodzina. Świetna widzimy to na przykładzie Penrynn. Główna
bohaterka, która sama jest nastolatką musi opiekować się
niepełnosprawną siostrą i matką. I właśnie tutaj pojawił się
jeden z najmroczniejszych i makabrycznych wątków tej powieści, tak
rzadki dla tego gatunku. Mianowicie związany z Paige i
eksperymentami na dzieciach, motyw ten był dość wstrząsający i
jednocześnie tylko podkreślał jak bardzo ten świat a właściwie
istoty go zamieszkujące są nieprzyjazne dla ludzi. Również ludzie
przedstawieni w powieści są okrutni, bezwzględni i bezlitośni,
to najczęściej przestępcy, kryminaliści, bądź członkowie grup
paramilitarnych. Oprócz tego są oczywiście anioły budzące
przestrach, przerażenie i uczucia tożsame z tymi jakie budzą
najeźdźcy wśród ludów okupowanych.
W tym całym
chaosie rozgrywa się osobisty dramat Penrynn, której
niepełnosprawna siostra zostaje porwana przez anioła i w wyniku
splotu wydarzeń musi współpracować z Raffeem aniołem któremu
odcięto skrzydła. Główni bohaterowie są również mocnym punktem
tej serii, Penrynn jest jedną z niewielu bohaterek YA którą
naprawdę polubiłam. Mocno dojrzała jak na swój wiek z uwagi na
swoją sytuację rodzinną, z ciętym humorem, pragmatyczna i
lojalna. Jej relacja z Raffem jest naprawdę świetnie wyważona,
powoli się rozwija od przysłowiowych enemies to lovers;) To jedna z
najlepszych książek o aniołach jakie czytałam ;)
America
Singer jest jedną z trzydziestu pięciu wybranych które dostają
możliwość ucieczki z biedy, kastowych podziałowych i
przygnębiającej rzeczywistości a co najważniejsze szansę na
zostanie żoną atrakcyjnego księcia Maxona. Układ tarota który
najlepiej moim zdaniem oddaje klimat książki to Trójka Mieczy,
Wieża oraz Słońce.
Trójka Mieczy oznacza najczęściej złamane
serce, bolesne zakończenie związku ale także prawdopodobny miłosny
trójkąt taki jaki to moim zdaniem najlepiej opisuje sytuacje
pomiędzy głównymi bohaterami. America zakochana w Aspenia który
łamie jej serce, godzi się na udział w Eliminacjach i podejmuje
miłosną rozgrywkę z księciem Maxonem. Niestety pojawienie się
tej karty w rozkładzie oznacza , że ktoś będzie cierpiał a
najczęściej wszyscy, cóż tak to bywa w miłosnych
trójkątach...
Wieża czyli karta Wielkich Arkanów wiąże się z
obaleniem starego systemu wartości, z rewolucyjną,
nieuniknioną
zmiana która ostatecznie wychodzi na dobre. Podobnie jak dla Amy
rozstanie z Aspenem a następnie znalezienia się w pałacu było
właśnie taką zmianą ale tą rewolucyjną siłę widać jeszcze
wyraźniej w dążeniach ludzi do zniesienia systemu kastowego. Karta
ta prowadzi w stronę nieprzewidywalnego i sygnalizuje nadejście
czasów które wywracają wszystko do góry nogami. W Trylogii Kiery
Cass takich momentów zarówno na poziomie emocjonalnym ,osobistym,
ale również i politycznym było bardzo wiele.
Co właśnie
idealnie łączy się z ostatnią kartą dotyczącą przyszłości.
Słońce przynosi radość, bezpieczne wyjście spod gruzów Wieży
która zawaliła się na bohaterów wcześniej, szczęśliwy koniec
na który tak bardzo wszyscy czekali.
Pierwszy tom czytałam nieznośnie
długo, i odkładałam go co jakiś czas. Jednak jeżeli obawiacie
się po nią sięgnąć w języku angielskim to rozwieje wasze obawy
– cały cykl ma naprawdę prosty język z którym bez problemu
można poradzić będąc na poziomie A2/B1. Książki czyta się naprawdę lekko jednak mam do niej
zastrzeżenia dotyczące budowania świata, tak naprawdę mało się
on nim dowiedziałam poza tym, że istnieje monarchia, bieda i
system kastowy a najważniejsza nie jest rewolucja kryjąca się w
krzakach ale jaką suknię założy Amy.
Od dłuższego czasu jestem fanką Sagi
Księżycowej M.Meyer. Cała saga składa się z czterech części Cinder, Scarlet, Cress i Winter a także mniejszych nowel. Każda
część jest w jakimś stopniu retelingiem znanej baśni. Cinder to
Kopciuszek, Scarlett Czerwony Kapturek, Cress to Roszpunka a Winter
Królewna Śnieżka ;). Jednak to co wyróżnia te retelingi od
innych od innych to skrzyżowanie baśni z science fiction . Czegoś
takiego naprawdę nie czytałam ! Pamiętam gdy po raz pierwszy
zanurzałam się w świat Sagi Księżycowej nie mogłam wyjść z
podziwu nad kunsztem Meyer. Kopciuszek jako android, cudo :)
zgnębiona Ziemia przez złych Lunarów a w tle widmo wojny i
nieznanej zarazy (brzmi znajomo ;)
Moje ulubione najpiękniejsze wydanie, niestety Egmont wydał tylko pierwszy tom
Roszpunka w satelicie
Jednak moją ulubioną częścią
jest trzecia część. Cress jak na Roszpunkę przystało jest
uwięziona .. w satelicie w połowie pomiędzy Ziemią i księżycem
i jest hakerem ;) Cress sama w sobie jest cudowną postacią co jest
zadziwiające, że pomimo swojej naiwności i życiu w izolacji jest
jedną z najciekawszych bohaterek z jakimi miałam do czynienia. A
jej relacja z Kapitanem Thornem to cud miód i orzeszki :), dlatego
gdy ją skończyłam miałam okropny książkowy głód ( podobnie jak
po Złym Królu ale o tym kiedy indziej;p) i chciałam jak
najszybciej się dowiedzieć co dalej.
Piękna i szalona Królewna Śnieżka
Niestety ostatnia część, Winter część nie została u nas wydana, dlatego przeczytałam ją po
angielsku. Pierwsze co się rzuca się w oczy gdy bierze się ją do
ręki to jak opasła jest to książka w dodatku napisana dość małą
czcionką. Meyer przeładowała akcją ostatni tom! Cały czas
któryś z głównych bohaterów był porwany, torturowany albo
rozdzielony ze swoją drugą połówką, miałam wrażenie, że
wymieniali się w nieszczęściach do tego stopnia, że te wszystkie
rozstania i powroty, przestały mieć tak dramatyczne znaczenie. I
oczywiście za mało było Cress i Thorna. Nie przypadł mi do gustu
wątek Winter i Jacin, cały czas miałam wrażenie że księżniczka
okaże się w ostateczności złolem(dla mnie była tak pisana i by było było super ;) a sam myśliwy/łowca/książę jak dla mnie był po
prostu mdły w porównaniu do innych męskich bohaterów. Ale to
tylko parę minusów, tak naprawdę to wspaniałe zwieńczenie
doskonałej serii, którą naprawdę trzeba przeczytać ze względu
na wspaniały świat, oryginalnych bohaterów i intrygującą fabułę.
Sagę Księżycową polecam wszystkim którzy szukają czegoś kompletnie nowego, to świetnie zbudowany świat z misternie uknutą rozbudowaną fabułą , konfliktem społecznym,i różnorodnymi bohaterami których można pokochać całym sercem :)
Podnoszę książkę,
autor znany wszystkim fanom fantasy, tytuł enigmatyczny „Wilcze leże” a na okładce żadnego wilka, tylko waga i czaszka.
Pomyślałam, że grafik nie zbyt się postarał. Myliłam się, nic w tych opowiadaniach
nie jest takie jakie się wydaje gdy patrzy się na okładkę, a nawet na spis
treści.
Nie lubię fanatsy. Nie lubię autora,
choć trzeba przyznać, że pióro ma lekkie a jego powieści i opowiadania są klasą
sama w sobie. Zastanawiam się jak można napisać recenzję zbioru opowiadań,
opowiadań luźno ze sobą powiązanych.
Pierwsze opowiadanie,„Odległe
krainy”,mile mnie zaskoczyło –
główny bohater tej opowieści Robert Storm,
drobny poszukiwacz antyków, jest zresztą bohaterem pięciu innych opowiadań w
tym cyklu. Narracja jest idealnie napisana, pomimo tego, że opowiadanie
zajmujące mniej niż pięćdziesiąt stron ma się wrażenie, że zna się Warszawę
opisywana przez autora. Ponadto jest tajemnica i pomimo nadprzyrodzonych
aspektów można wręcz powiedzieć, że wszystko zahacza o kryminał. Kolejne
opowiadania tylko zaostrzyły mój apetyt. W Promieniach
X Paweł Skórzewski lekarz w zaborze rosyjskim będzie badał grupę dzieci i
zastanawiał się gdzie podziały się wszystkie wilki. Jeżeli chcecie dowiedzieć
się więcej musicie zajrzeć. Każde opowiadanie ma nieco inny klimat, każde
przenosi nas do innego świata. Muszę przyznać ze najbardziej urzekło mnie „Samobójstwo na Maślicach” może to
dlatego, że jestem rodowitą wrocławianką i obecnie mieszkam w innym mieście. Brakuje
mi Wrocławia i muszę złożyć osobiste podziękowania Pilipiukowi za to że chociaż
na chwilę mogłam wrócić do leniwie płynącej Odry. Inna ciekawa sprawa, że
zawsze fascynował mnie Starożytny Egipt po przewróceniu pierwszych kartek wiedziałam
już, że muszę opowieść dokończyć. Głównym bohaterem opowieści jest policjant
(albo jak sam siebie nazywa archiwista) Paweł Nowak, niestety z jakiegoś powodu
nie przypadł mi do gustu tak jak Storm, ale w końcu w opowiadaniach nie chodzi
tyle o bohatera co o opowieść. „List z wysokich gór” jest na pewno opowiadaniem
które na długo zapamiętam. Na pierwszych stornach uderzają nas opisy przyrody.
Górskie szczyty, śnieg, wiatr – ma się niemal wrażenie że idzie się wraz z
Robertem Stormem. Po raz kolejny pisarz pokazuje jak dobrze potrafi zarysować świat
przedstawiony na zaledwie kilku kartkach. Historia może nie przypaść do gustów
typowych fanów fantasy, jest raczej melancholijna. Nie robiąc zbyt dużych
spoilerów –Storm pozwoli zakończyć pewną sprawę z 1913 roku.
Mogłabym napisać
kilka słów o każdym z opowiadań ale to nie jest chyba celem recenzji. Nie
sądziłam, że tak bardzo spodobają mi się opowieści fantasy, ale te opowiadania
to nie typowe fantasy nie ma elfów i wampirów nie ma epickiej walki dobra ze
złem. Magia tu jest znaczenie bardziej mroczna, cichsza, pełzająca na granicy
rzeczywistości. Na pewno zabiorę się za inne cykle opowiadań tego autora. Ten
serdecznie polecam i to nie tylko fanom pisarza.
Jak często zdarza się
wam wściekać, kiedy wasz ulubiony serial zostaje po prostu
bezceremonialnie skasowany? Żadnych wyjaśnień! Mogli by
chociaż ostatni odcinek uczynić ciekawszym! Oto lista kilku seriali
których szybsze zakończenie wrzuciło mnie w otchłań serialowego
syndromu odstawienia.
Wiem, wiem lista jest
krótka i niepełna, więc proszę czujcie się zaproszeni do
wrzucania tytułów w komentarzach – może trafią na następną
listę.
The Borgias
Ha!
Myśleliście, że będą tylko jedno sezonowe co? Trzeba przyznać,
że przez trzy pełne sezony twórcy serialu przenieśli nas do
renesansowych Włoch. Jeremy Irons jako zepsuty papież Aleksander
VI, Holliday Grainger jako Lukrecja i
zapewne ulubieniec kobiecych fanek serialu François Arnaud jako
Cezare. Na temat historycznej dokładności nie będę się za bardzo
wypowiadać, historii rodu Borgiów nie znam za dobrze, ale plotka
głosi, że chyba na byciu poprawnym historycznie twórcom nie
zależało. Jednak to nie znaczy, że wszystko było tylko mafijną
historią przebraną w ciuszki renesansowej epoki – cały świat
przedstawiony był misterny i dograny – ubrania które noszą
kobiety Borgiów są zrobione z materiałów zgodnych z realiami
epoki, a do tego twórcy operowali barwami, tak aby zgrać je z
intencjami bohaterek. Co jeszcze było w tym serialu dobre? Widać
było napięcie i chemię między postaciami, w porównaniu do wciąż
trwającej Gry o Tron
gdzie każdy uprawia seks z każdym do tego stopnia, że zamiast scen
erotycznych dostajemy sceny, za przeproszeniem, rąbania drewna, tu
mamy prawdziwe napięcie. Dlaczego więc wszystko tak nagle skończyło
się po trzecim sezonie? Odpowiedź: brak pieniędzy, ale nieco inny
niż w przypadku pozostałych seriali na tej liście. Wszystkie te
fantazyjne stroje, renesansowe krajobrazy, rekonstrukcje wnętrz
okazały się tak drogie, że nawet wierne grono fanów nie mogło
tego opłacić. Serial zabił jego rozmach i dbałość o szczegóły.
Almost Human
Pewnie
niewielu z was słyszało o tym serialu... no cóż może dlatego że
skończył się szybciej niż się zaczął. Trwał tylko jeden
sezon. Fabuła nie jest super oryginalna: Przyszłość każdy
policjant ma do pomocy “super hiper androida” i tu pojawia się
nasz protagonista który przynajmniej raz w tygodniu musi mieć
dostarczanego nowego robo-partnera. Jednego użył go jako tarczy
przed postrzałem, drugiego po prostu wyrzucił z jadącego
radiowozu. Wszystko zmienia się gdy przydzielają mu androida który
został zaprojektowany tak aby przypominać ludzi – ma wgrane
różnego rodzaju behawioralne wzorce i umie się uczyć. Tak już to
gdzieś widzieliśmy, więc siadając do tego nie spodziewałam się
niczego oryginalnego. Jednak zostałam mile zaskoczona po pierwszym i
drugim nieco dziwnym odcinku okazuje się, że zarówno nasz ludzki
policjant jak i jego elektroniczny partner mają poczucie humoru. Do
tego pościgi, wybuchy, strzelaniny, czyli wszystko przy czym można
się odstresować po ośmiu godzinach pracy. Mamy też nieco
poważniejszy wątek – co to znaczy być naprawdę człowiekiem,
kiedy ludzie dbają o swój interes, a kiedy już bawią się w Boga.
Jednak ten poważny wątek nie dał się odczuć jako wymuszony i
jak już wspomniałam jest dobrze zrównoważony przez humor. Nie
jest to może genialny serial, ale z pewnością jest to dobry serial
SF na długie wieczory, niewymagający takiego poziomu nerdostwa jak
Star Trek. Szkoda więc było patrzeć jak przyzwoita
produkcja została brutalnie przerwana, zwłaszcza, że niewiele jest
seriali o tematyce androidów.
Houdini and Doyle
I znowu
serial kostiumowy. Tym razem Anglia przełomu epoki wiktoriańskiej i
edwardiańskiej... cóż po sukcesie The Ripper Street i
ciągle powracającym Sherlocku (czy to w Angielskiej czy
Amerykańskiej produkcji) nie można się dziwić, że twórcy znów
postanowili przenieść nas w tę cudowną epokę. Tym razem, jak
tytuł wskazuje, bohaterami są postacie historyczne „wynalazca”
Sherlocka – Sir Arthur Conan Doyle i najsławniejszy iluzjonista
Harry Houdini. Cóż powiedzmy, że historia została tu potraktowana
bardzo lekko – akcja serialu rozgrywa się w Londynie, a wiemy że
większą część życia Houdini spędził w USA, (no dobra wiem,
wiem cztery lata podróżował po Europie), jest też kilka innych
niezgodności, jak na przykład kobieta policjant (Ok, może jest
pokazane, że jej nie lubią i traktują jak sekretarkę, ale należy
pamiętać, że w ten sposób traktowano kobiety w latach 50, 60 i
70, a nie na początku XX wieku). Jednak kilka rzeczy się zgadza –
Harry Houdini jako demaskator spirytystów naraził się swojemu
przyjacielowi Sir Arturowi Conan Doylowi, który z kolei często
szukał duchowego wsparcia u mediów i wróżbitów. Fabuła serialu
została dobrze zapleciona wokół wspomnianego konfliktu. Do tego
nastrój grozy – bo duchy, reinkarnacja i przepowiednie będą się
przeplatać z wątkami kryminalnymi w których to... nie zgadniecie.
Konsultantami policji będą właśnie magik i pisarz (YEY
ORYGINALNE!!!)! Jednak serial był ciekawy – z humorem i lubiło się
główne postacie. Dlaczego likwidować fajny, lekki serial w który
można się wkręcić? Ależ się wkurzyłam...
Firefly
No tak o tym
serialu to już wszyscy wiedzą, że powinien być dłuższy,
youtuberzy zawsze zamieszczają go na tego typu listach, a fani piszą
smętne komentarze. Miałam nie mówić o tym serialu, ale cóż...
obejrzałam go. I wiecie co? Faktycznie szkoda. Minus serialu to
według mnie początek, ja potrzebowałam trochę więcej niż jeden
odcinek żeby się wciągnąć w fabułę. I tak oglądając myślę
sobie – o Boże! Kolejny serial o załodze statku kosmicznego –
mamy twardego kapitana, kobietę lekkich obyczajów, niezbyt mądrego
rambo, kaznodzieje itd. Jak oglądałam serial to myślałam sobie,
takich jest wiele, ale jak skończyłam go oglądać to wiecie co?
Nie znalazłam alternatywy, bo co? Andromeda? Z absolutnie
100% kiczem i żałośnie sztywnym Kevinem Sorbo? Stargate,
który również jest w całości tandetny (z tymże tutaj twórcy
przynajmniej nie próbują udawać, że jest inaczej). Z alternatyw
i tak najlepszą okazała się Ucieka w Kosmos (Farscape),
jednak i ta wypadła bardzo blado.Firefly był dobrze
zmontowany, aktorzy nie byli drewniani, muzyka i nawiązania do
dzikiego zachodu – wszystko to tworzyło wyjątkowy i niezapomniany
klimat. Nie będę może płakać nad tym serialem, lepsze produkcje
były kończone po jednym sezonie, ale poproszę jeszcze raz...
bardzo mocno... o jakąś sensowną produkcję SF o przygodach w
kosmosie bo Star-Treka nie można oglądać w nieskończoność.
Aha i piosenka przewodnia, Szanowny Sonny Rhodes, chcę więcej
takich kawałków!
Constantine
Tak kasacja
tego serialu naprawdę mnie zdenerwowała. Mocno. Dlaczego DC
Legend of Tomorrow ze znaczenie słabszą fabuła ma dwa sezony,
a Constantine tylko
jeden?! I skasowali go właśnie wtedy kiedy zaczęło się robić
ciekawie. Wiem fani komiksu naskoczą na mnie, że serialowy bohater
nie ma nic wspólnego z pierwowzorem. Przyznaje się bez bicia –
nie czytałam komiksu. Wiem, to karygodne, ale niestety. Będę więc
mówić tylko o serialu bez odniesień do komiksowego uniwersum.
Bohater był mroczny, ale nie zachowywał się jakby miał kij w
dupie (jak często ma to miejsce w Arrow), był nieomylny...
no chyba że się akurat pomylił. Rozumiecie o co chodzi? Serial był
lekko mroczny, a główny bohater daleki od moralnie nieskalanego
ideału. Lubiło się go za to. Z jego arogancje, ekscentryzm i
brudne zagrywki. Jednocześnie serial nie był “przegięty” w
stronę ciężkich smutnych wątków. Ja wiem, wiem, dlaczego został
ucięty po jednym sezonie, mała oglądalność – piątek wieczór
to nie moment gdzie większość młodych siedzi przed telewizorem
oglądając serial. SERIO? SERIO? Nie można było emisji przerzucić
na środę? TO BYŁ DOBRY SERIAL!!! Chcę Constantina!
Wiem, że na tej liście
powinno się znaleźć jeszcze kilka produkcji, ale nigdy nie da się
zamieścić wszystkiego.
Lato co prawda się kończy ale ponieważ jestem na serialowym głodzie i sama szukam czegoś lekkiego,przyjemnie relaksującego w te meczące upały podzielę się z wami tym co sama obejrzałam. Zaczynam od seriali, które jest idealnie zassać gdy ma się mało czasu albo jest się zmęczonym, ponieważ trwają około dwadzieścia - trzydzieści minut.
Galavant
Galavant był moim ukochanym numerem jeden, spełniał absolutnie wszystkie warunki guilty pleasure. Galavant to rycerz pragnący zemsty na królu, który porwał jego ukochaną. Od razu mówię to może być pozycja nie dla wszystkich, bo jest to jednocześnie komedia, musical, fantasy i dzieje się w czasach przypominających średniowieczne. Brzmi dziwnie wiem ale ogląda i słucha się wybornie. Piosenki są idealnym komentarzem do fabuły a bohaterowie idealnie parodiują schematy - moim ulubionym jest zły król Ryszard bojący się swojej żony.
Brooklyn 9-9
Kolejny z krótkich seriali, jeden sezon można obejrzeć w praktycznie w popołudnie. To serial komediowy z gatunku procedurali opowiadający o grupie detektywów pracujących na nowojorskim posterunku. Bohaterowie mają bardzo luźne podejście do pracy i obowiązków, zależy im też aby tak zostało. Jednak wszystko się zmienia gdy na posterunku pojawia się nowy dowódca - Ray Holt, dbający o dyscyplinę i zasady. To właśnie relacje między nim a resztą załogi powodują zabawne sytuację.
The Wrecked
Coś dla fanów Lost, choć to bardziej produkcja będący raczej pastiszem seriali katastroficznych. Fabuła opowiada o grupie ocalałych z katastrofy samolotu i ich późniejszą walkę o przeżycie na egzotycznej wyspie. To co odróżnia ten serial to absurdalny momentami humor wynikający z nieprzystowania współczesnych ludzi do życia bez technologi na bezludnej wyspie. Poza tym problemy aklimatyzacyjne bohaterów były dla mnie bliższe rzeczywistości ( niezapomniana scena z komórką, albo wyborem filmu ;))Oprócz humoru, moją uwagę przykuła egzotyczna sceneria.
The Good Place
The Good Place zaczyna się nietypowo - od śmierci głównej bohaterki , Eleanor Shellstrop i jej trafieniu do tytułowego Dobrego Miejsca, sportretowanego jako luksusowe osiedle, w którym mieszkają nieliczni wybrani. Ci wybrani trafili tam ponieważ, udało im się zebrać za życia wystarczającą liczbę punków za spełnianie dobrych uczynków. Istnieje też oczywiście Złe Miejsce o którym mówi się niewiele. Jednak okazuje się , że Eleanor trafiła do Dobrego Miejsca przez przypadek dlatego, musi ukrywać swoją tajemnicę. Jedyną osobą która zna prawdę jest Chidi - profesor etyki, bratnia dusza Eleanor, który ma jej pomóc stać się dobrą osobą. Dzięki temu każdy odcinek poświęcony jest jednemu z zagadnień filozoficznych co czyni serial jeszcze ciekawszym, w odbiorze pomaga również kolorowa stylistyka.
Superstore
Fabuła opowiada o pracownikach supermarketu, wśród których są zarówno weterani jak i nowi przyjęci. Szczerze powiem, że bardzo sceptycznie podchodziłam do tego serialu, ale mogę polecić go bez problemu, jest świeży, zabawny co najważniejsze lubię bohaterów (Dina i Garett to moi ulubieńcy) a akcja dzieje się w miejscu rzadko odwiedzanym przez reżyserów. Serial pomimo komediowego wydźwięku porusza również aktualne problemy społeczne w Stanach Zjednoczonych.
A wy znacie jakieś podobne seriale które warto by obejrzeć ?